sobota, 6 sierpnia 2016

6. Mój pierwszy raz...





Hmmm... mój pierwszy raz... Kurcze,  musiałam się poważnie nad tym zastanowić! Nie myślałam, że to wyzwanie sprawi mi aż taki problem!

 Pierwszy raz (do którego nie byłam zmuszana!) odbył się z "Tajemniczym ogrodem"  Francesa Hodgsona Burnetta. Cała "akcja" miała miejsce w ... ogrodzie! Może nie tajemniczym, ale do tej pory pamiętam cudowny, słoneczny dzień i małą, porośniętą z przodu różami altankę pośród drzew w ogrodzie mojej cioci, z dachu oraz z tyłu zwisały jakieś "liście" - niestety do tej pory nie wiem jak się nazywają, a zapominam ciągle się dopytać! Sprawiało to naprawdę "tajemniczą" atmosferę.

 Miałam wtedy jakieś 7/8 lat? Nie pamiętam teraz dokładnie, ale "dychy na karku" na pewno nie miałam ;)

Przez kogo? To proste! Przez wspomnianą wyżej ciocię :) To ona od najmłodszych lat uczyła mnie czytać, pisać, liczyć i wszystkiego co tylko możliwe. (Do tej pory pamiętam jak wyrywała mi kartki w zeszycie bo brzydko napisałam jedno zdanie! - teraz jestem jej za to wdzięczna).

Mordowałam się z tą książka kilka dni - zawsze w tym samym miejscu, doglądana co jakiś czas przez ciocie czytałam po kilka rozdziałów dziennie. Byłam jeszcze "niedoświadczona" więc szło mi to dość mozolnie, ale teraz potrafię przeczytać 2/3... książki dziennie!

Później miałam trochę przerwy, ale w między czasie chętnie czytałam lub słuchałam jak ktoś czyta "Chatkę Puchatka", "Dzieci z Bullerbyn", " Małą księżniczkę", "Baśnie Andersena" :)


Mam do napisania jeszcze tylko jedno "Dziękuje ciociu, gdyby nie Ty, nie zaczęła by się moja przygoda z czytaniem"! - kiedyś pokaże tego bloga, więc mam nadzieję, że będzie "dumna" :)

Mam nadzieję, że choć trochę zaciekawiłam Was tym "opowiadaniem" :)

Historia opisana w ramach wyzwania "Mój pierwszy raz" - szczegóły na blogu z wyżej wklejonego banera ! :)


/Miśka

6 komentarzy:

  1. Dziękuję ci za twoją historię. Dobrze mieć taką ciocię, to skarb. Ale dużo kartek wyrywała? Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią :)
    "Tajemniczy ogród" w nie tajemniczym ogrodzie, ale ładnym :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie raz całe zeszyty musiałam przepisywac ! :D Wyrywała dopòki się nie nauczyłam żeby w zeszytach nie bazgrolić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoja historia jest świetna! Cieszę się, że wzięłaś udział w tym wyzwaniu. Trzeba je rozsyłać na cały świat, by jak najwięcej osób opowiedziało swoje historie :D Także rozsyłaj rozsyłaj :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Doskonale pamiętam pierwszą lekturę, której NIE PRZECZYTAŁAM była to książka "Na jagody". A książki inne niż lektury to zaczęłam na wakacjach czytać w podstawówce 4-5 klasa.i jakoś kojarzy mi się "pamiętnik księżniczki" jako pierwsze,które mnie wciągnęly na tyle,że z niecierpliwością czekałam na kolejne części. Potem pokochałam Williama Whartona,a dalej to już wydawnictwo ossolineum i inne polecane przez znajomych

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawa historia. 😊 Nie pamiętam jak to dokładnie się ze mną zaczęło, ale wiem, że z uporem maniaka kilkadziesiąt razy czytałam książkę (nie pamiętam tytułu), w której znajdowały się bajki takie jak "Alladyn", "Trzy świnki", "Czerwony kapturek" i "Brzydkie kaczątko". Książka ta miała duże litery i jako małe dziecko zaznaczałam w niej żółtym markerem samogłoski "ó", "ą", "ę" (te trudniejsze 😀). Najlepsze jest to, że ta książka dalej jest u mnie w rodzinnym domu, a młodsza siostra prosi mamę, aby przeczytała jej książkę, w której byłam zakochana. 😁

    OdpowiedzUsuń
  6. W moim przypadku początkowo wszystko wiązało się z koniecznością. Wiecie jak to jest szkoła podstawowa, lektury narzucane przez nauczyciela - te sprawy. W szkole średniej za sprawą książki "Dziewczynka w czerwonym płaszczyku", którą pożyczyła mi do przeczytania moja Pani polonistka, a którą pochłonąłem w jeden dzień, pokochałem książki. :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Miliony książek, miliony pomysłów , Blogger