Na zawsze twoja ROZDZIAŁ 1

By Żaneta - 21:05

ROZDZIAŁ 1


Dziś możemy mieć tak wiele
Ale po co niby nam jest aż tyle?
Może czasem zamiast za wszelką cenę 
Biec na przedzie lepiej zostać w tyle?
Podobno liczą się chwile tylko
Bo podobno życie mija szybko


TERAZ…


-Cholera – przeklęła Maja patrząc z niedowierzaniem na plamę formującą się na żakiecie. Jak można być taką fajtłapą, żeby pomoczyć bok żakietu, myjąc dłonie? Na domiar złego, jakby tego było mało, musiało się jej to przytrafić akurat w pierwszy dzień pracy, myślała wychodząc z łazienki.
Trzymając w dłoni mokrą narzutkę, skierowała się w stronę, którą wskazała jej recepcjonistka. Przynajmniej poszła w dobrą w stronę, zakpiła w myślach, namierzając wzrokiem pokój numer piętnaście.
Niepewnie weszła do środka i rozejrzała się wokół. Usiadła przy pięknym, kasztanowym biurku ustawionym pod oknem w dość małym gabineciku. Zakręciła się na krześle obrotowym obitym czarną skórą i pisnęła z radości. W życiu nie przypuszczałaby, że po zaledwie dwóch latach bezowocnej pracy w podrzędnym biurze nieruchomości, uda się jej wyrwać do tak znakomitej firmy, jak Munson Company. Oczami wyobraźni widziała siebie, jako poważną agentkę, ubraną w idealnie skrojony garnitur od Armaniego i oprowadzającą jakieś młode małżeństwo po niewynajętym jeszcze mieszkaniu. Taka przyszłość wydała się jej całkiem niezła, biorąc pod uwagę
fakt, że podobno Antoni Munson sowicie wynagradzał swoich stałych pracowników. Zdawała sobie sprawę, że na pewno od razu nie zdobędzie tytułu pracownika roku, jednak po cichu wierzyła, że po pewnym czasie jej pozycja w firmie wzrośnie, i to nawet bardzo. Rozejrzała się po jasnych ścianach w beżowym kolorze. No tak. Będzie musiała sama zadbać o wystrój wnętrza i zaopatrzyć swój skromny gabinecik w jakiekolwiek obrazy, zdjęcia, kwiaty, czy choćby standardowego słonia przynoszącego szczęście, bądź inną tego typu maskotkę, która powinna stać na honorowym miejscu. Z głębokich przemyśleń wyrwało ją pukanie do drzwi, a zaraz potem pojawienie się niespodziewanego gościa.
- Hej – młoda, rudowłosa kobieta, z którą dziś już rozmawiała, podeszła do jej biurka i przywitała się szerokim uśmiechem. Gołym okiem można było zauważyć, że należy do tych bardziej zadowolonych z życia ludzi.
- Cześć – odparła równie pogodnie. – Amanda? – zapytała ostrożnie, usilnie próbując przypomnieć sobie imię rozmówczyni. Ta tylko pokiwała przecząco głową.
- Alicja – poprawiła życzliwie, a szeroki uśmiech nadal nie znikał z jej twarzy. Zakrzewska uderzyła się w czoło i teatralnie spuściła głowę, aby pokazać, jak bardzo jest zażenowana. – Nic nie szkodzi – zaśmiała się. – Masz – położyła na blacie biurka pokaźnych rozmiarów stertę papierów. – Czuję tu roboty na cały dzień – dodała niezbyt zachęcająco, co jednak nie wystraszyło szatynki. Wzięła do ręki kilka kartek i w niesłychanym tempie przebiegła po nich wzrokiem.
- Eee... I co ja mam z tym zrobić? – zapytała głupio, co wcale nie zdziwiło koleżanki z pracy. Miedzianowłosa
przykucnęła obok Mai i, biorąc do ręki ołówek, zaczęła pokazywać nim kolejne rubryczki tekstu.
- Zobacz. Tutaj masz dokładny adres placówki, tutaj krótką historię, no wiesz, na przykład kto wcześniej był lokatorem albo czemu służył budynek, tutaj ewentualne koszty odnowy, a tutaj cenę kupna lub wynajmu. Twoje zadanie polega na tym, aby według tych kryteriów – tu wskazała na teczkę znajdującą się obok dokumentów – określić, które z ofert są najatrakcyjniejsze i najbardziej opłacalne, a które nie. Rozumiesz? – Maja jęknęła, po czym nabierając niewiarygodną ilość powietrza do płuc, wypuściła je ze świstem. Alicja po raz kolejny zachichotała.
- Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzę – rzuciła niezbyt przekonująco. - Już nie mogę się doczekać pracy w terenie – dodała z nadzieją w głosie, na co Alicja zmarszczyła brwi.
- Pracy w terenie? – powtórzyła z wyraźną nutką ironii w głosie. Maja, nic nie rozumiejąc, tylko przytaknęła. Poczuła, że po raz kolejny traci pewność siebie. – Przykro mi, że sprowadzam cię w tak brutalny sposób na ziemię, ale widzisz, Maju, twoja praca opierać się będzie tylko i wyłącznie na tym – wskazała palcem na stertę papierzysk, po czym znowu zaśmiała się. Zakrzewska doszła do wniosku, że przesadny optymizm Alicji może być wręcz przytłaczający. Jeśli dobrze zrozumiała słowa swojej rozmówczyni, to właśnie pożegnała się z garniturem od Armaniego.
Szybkim, aczkolwiek nerwowym ruchem ręki poprawiła luźno upiętego koka, po czym starannie wygładziła białą koszulę. Czy powinna stawiać się szefowi już w pierwszy dzień pracy? Tak właściwie, to nie, ale jeśli nie sprzeciwi się teraz, to już zawsze będą nią pomiatać. Głęboki wdech i wydech. Raz kozie śmierć. Zapukała stanowczo, a usłyszawszy pozwolenie, weszła do środka. Na szczęście nie musiała przekupywać sekretarki, więc jeden problem miała już z głowy. Pozostawała jedynie kwestia wykonywanej pracy.
- Maja Zakrzewska, zgadza się? – zapytał mężczyzna, siedzący wygodnie w fotelu podobnym do tego znajdującego się w jej gabinecie. Krótkim gestem wskazał jej miejsce naprzeciwko siebie. Posłusznie usiadła. – Więc? Coś nie tak? - nadal nie schodził z oficjalnego tonu, choć mogłaby przysiąc, że jego spojrzenie było serdeczne.
- Chodzi o moją pracę – zaczęła niepewnie, a Antoni zmarszczył surowo brwi. – Zdaje się, że w kontrakcie nie było mowy o...
- Ach tak – przerwał jej stanowczo. – Dokładnie rozumiem, co masz na myśli – wybałuszyła oczy, ponieważ spodziewała się wszystkiego, tylko nie takiej reakcji. – Maju – złagodniał. Była wręcz stuprocentowo pewna, że stara się ją udobruchać i zbyć. – Od pracy w terenie mamy innych ludzi – uśmiechnął się ciepło, tym samym dając do zrozumienia, że nic nie wskóra.
- Ale ja chciałabym... – za wszelką cenę próbowała wtrącić swoje trzy grosze, jednak mężczyzna był nie do przebicia.
- Majeczko, powinnaś cieszyć się, że jako jedna z niewielu, możesz pracować na chwałę naszej spółki, prawda? – oho. To zabrzmiało tak, jakby dawał jej do zrozumienia, że ma cieszyć się swoim stanowiskiem, jakie by ono nie było, póki jeszcze go nie straciła. Wyraźnie zrozumiała jego aluzję. - Prawda – mruknęła pod nosem, po czym z podkulonym ogonem opuściła jego gabinet. Mogła się tego spodziewać. W końcu jej zdanie nic tu nie znaczy. Alicja miała rację.
Przerwę na lunch spędziła w towarzystwie Alicji i jej przyjaciółki w gabinecie miedzianowłosej. Dziewczyna z rozżaleniem przyznała, że jej poprzednie biuro może nie było ekstrawaganckie, ale bądź co bądź miało maleńką stołówkę. W „Munson Company" posiłki spożywało się we własnym miejscu pracy.
- Nie martw się – zagadnęła jak zwykle wesoło Alicja – Jeszcze będziesz miała okazję, aby się wybić.
- Taaa, na pewno – pewna blondynka zgasiła szybko jej optymizm. Maja dopiero teraz zauważyła, że ów młoda kobieta ma przypięty do kieszeni czarnego żakietu identyfikator. Oliwia. Oliwia Małecka. Chyba musi przyjaźnić się z Alicją od dość dawna, skoro Skowrońska nie zareagowała na jej odzywkę.
- Nie zamierzam odpuścić – odparła dziarsko szatynka.- Zobaczycie - dodała, biorąc kęsa pokaźnych rozmiarów kanapki z kurczakiem. Przyjaciółki spojrzały na nią zdziwione.
- Co ty kombinujesz? – zapytała Oliwia, mierząc ją przenikliwie, a przez jej twarz przemknął złośliwy uśmieszek. Alicja przysunęła się bliżej.
- Hmm... Jak myślicie, który normalny, zdrowy na umyśle facet nie uległby młodej i zdolnej dziewczynie po
studiach? – zadała retoryczne pytanie, na co obie towarzyszki zareagowały gromkim śmiechem.
- W takim razie, powodzenia – Alicja poklepała ją po ramieniu, nadal krztusząc się ostatnimi gryzami swojej kanapki.
- Och, dajcie spokój. Majka, przecież... – usilnie próbowała znaleźć jakiekolwiek argumenty, aby szatynka zaniechała swego przedsięwzięcia. - Sama uroda nie wystarczy... Ugh! Przecież on mógłby być twoim ojcem! - skarciła ją, uprzednio ściszywszy głos.
- Oliwio – zaczęła, spojrzawszy na jej identyfikator, aby po raz kolejny nie popełnić jakiejś gafy. – Zaufaj mi. Najwyżej za trzy miesiące będę spacerowała w garniturze za bajeczną sumkę, zamiast ślęczenia godzinami nad toną papierzysk – odparła dumnie, dopijając resztkę gorącej herbaty. Była wręcz stuprocentowo pewna, że rozkochanie w sobie mężczyzny, takiego jak Antoni Munson, jest jedną z najłatwiejszych rzeczy. Wystarczy, że przespaceruje się po jego gabinecie z dużym dekoltem, parę razy przyniesie kawę i po sprawie.
Da sobie radę. W końcu zawsze dążyła do tego, czego pragnęła.

  • Udostepnij:

Podobne Posty

3 komentarze